- W tej chwili w naszej orkiestrze mamy instrumentalistów z Węgier, Anglii, Austrii, Ukrainy i Niemiec – mówi Dariusz Mikulski, dyrektor Filharmonii Sudeckiej. Rodowitej Węgierki, Ildiko Juhas, publiczność miała okazję posłuchać, gdy w swoim śpiewnym, aczkolwiek zupełnie niezrozumiałym języku, składała życzenia widowni w Szczawnie Zdroju podczas koncertu z okazji Święta Niepodległości.
- Absolwentom uczelni muzycznych bardzo zależy na pracy w orkiestrze. To trudna umiejętność, bo w szkole wszyscy pracują indywidualnie ze swoimi profesorami. Ale tylko niewielki procent muzyków decyduje się na karierę solową. Większość woli grać w zespole, najpierw jednak trzeba ten zespół znaleźć. Niektóre orkiestry przyjmują tylko doświadczonych muzyków, z długim stażem, nie wszyscy chcą ryzykować z osobami, które są na początku drogi zawodowej. Ale ja uważam, że należy dać im szansę, zwłaszcza, że są doskonale wykształceni - podkreśla dyr. Mikulski.
Szef filharmonii jest zadowolony ze swoich zagranicznych pracowników, bo, z racji oddalenia od domu rodzinnego, cały swój czas poświęcają na doskonalenie gry na instrumencie. - Kilku mieszka w naszych pokojach gościnnych (zwanych "Sheratonem" - śmieje się Mikulski). Tam się spotykają, muzykują, ćwiczą, jednym słowem - żyją pracą - dodaje dyrektor.
Dariusz Mikulski jest przekonany, że zagraniczni instrumentaliści pozostaną w orkiestrze co najmniej kilka lat. - Życie w Wałbrzychu jest dla nich tanie, otrzymują całkiem przyzwoite wynagrodzenie, pracują w dobrej orkiestrze. Wiem, że często namawiają na pracę w Wałbrzychu swoich młodszych kolegów z uczelni - mówi.
O tym, że wałbrzyska orkiestra, to dobry wybór świadczy fakt, że wielu muzyków, którzy zaczynali w niej swoją karierę, teraz gra w renomowanych salach koncertowych niemal na całym świecie, nawet w Chinach. - Trochę mnie tylko smuci, że wielu znakomitych polskich muzyków latami chałturzy na statkach rejsowych, ale cóż, to ich wybór - dodaje Dariusz Mikulski.