Strzelać każdy może. Wystarczy tylko kupić lub wypożyczyć sprzęt – łuk, strzały, kołczan, może karwasze – i śmiało stanąć przed tarczą. Nie potrzeba tu żadnych licencji lub zezwoleń. W miastach, miasteczkach i wsiach powstają kluby oraz stowarzyszenia miłośników łucznictwa skupiające setki entuzjastów tej starożytnej sztuki. I to jest pierwszy z aspektów łucznictwa, na który chciałbym zwrócić Waszą uwagę – historia tej broni, ginąc gdzieś w mrokach dziejów, sięga 35 tysięcy lat przed Chrystusem! Tak, nie pomyliłem się. Łuk jest starszy niż chleb.
Drobna uwaga – jeśli przypadkiem chcecie zakupić łuk, taki zupełnie współczesny – wejdźcie na combat.pl. Znajdziecie tam kilka ciekawych egzemplarzy w kategorii: https://www.combat.pl/outdoor/luki.html
Trenuj ciało, ale i umysł
Chcąc strzelić z łuku musimy, rzecz jasna, naciągnąć cięciwę. Nie zawsze jest to łatwe. Naciągnięcie niektórych egzemplarzy, szczególnie tych bardziej tradycyjnych, bez bloczków i innych „wspomagaczy”, wymaga sporej siły. Ale jeśli chcemy trafić w cel, muskuły i ścięgna nie wystarczą. Potrzebna będzie koncentracja, panowanie nad emocjami, umiejętność podejmowania decyzji, oczyszczenia umysłu, kontroli oddechu. Przyjrzyjmy się bliżej tym aspektom łucznictwa.
Mięśnie
Zacznijmy od samego początku, od zwykłej „kinetyki”. Strzelanie z łuku rozwija obręcz barkową, grzbiet, brzuch, wzmacnia przedramiona i dłonie. W zasadzie to uruchamia większość grup mięśni w górnej części ciała. Napinanie łuku można swobodnie porównać do podnoszenia ciężarów – oto stajemy przed tarczą, unosimy łuczysko, naciągamy cięciwę, celujemy. Trwamy tak przez kilka sekund, zupełnie jak ciężarowiec wynoszący sztangę.
Jakby tego było mało, podczas treningu łucznik ciągle gdzieś drepcze – a to do tarczy, a to zmienia stanowisko, a to tu, a to tam. W konsekwencji pokonuje nawet kilka kilometrów. I to wszystko najczęściej pod gołym niebem. Jak łatwo się domyślić, bardzo korzystnie wpływa to na organizm.
Koncentracja
Już o tym wspominałem. Strzelanie to nie tylko „fizolka”. Po pierwsze ważna jest pozycja. Następnie chwyt, płynne uniesienie i wypchnięcie łuku, przy jednoczesnym naciągnięciu cięciwy. Teraz czas na strzał. Dziesiąte części sekundy mijają, a łucznik celuje, wreszcie puszcza cięciwę. Bez żadnych „przyruchów”, nerwowego szarpania, podskoków i podrygów. Inaczej chybi. Aby zapanować nad sobą i trafić w cel, musi wykształcić pamięć mięśniową, skoordynować oko i rękę. Ale musi też skupić się, napiąć uwagę, zewrzeć się w sobie, na moment odciąć od świata. Przed oczami mieć wyłącznie tarczę.
Odprężenie
Łucznictwo relaksuje. Dlaczego? Jest w nim chyba coś z medytacji. To wyciszenie umysłu, skupienie się na prostych czynnościach, ich mechaniczna powtarzalność. Kontrola oddechu i myśli. A potem zwolnienie strzały i śledzenie jej lotu. Wszystko bez pośpiechu, ruchy oszczędne, precyzja i opanowanie. Jeśli dodamy do tego okoliczności – łąkę, a może las – to mamy widoki na bardzo przyjemnie spędzony czas.
I to tyle. Jeśli łucznictwo Was zaintrygowało, wejdźcie na combat.pl, rozejrzyjcie się, posprawdzajcie, poczytajcie. Może będzie to początek wspaniałej przygody?
W sklepie combat masz szansę na zakup produktów i odroczoną płatność. Kupisz dzisiaj, a zapłacisz za 30 dni.
Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.