5 listopada Weniger wyszedł na patrol swojego rewiru Kopaniec. Po wykonaniu obowiązków ruszył w kierunku schroniska Ludwigsbaude. Kilkaset metrów od schroniska, zauważył dwóch lub trzech kłusowników. Mężczyźni zaczęli uciekać, a leśniczy ruszył za nimi.
Jeden z kłusowników ukrył się za drzewem i oddał strzał. Kula trafiła Wenigera. Mimo ciężkich ran leśniczy zdołał jeszcze odpowiedzieć ogniem. Prawdopodobnie zranił jednego z uciekających.
Sam zaczął czołgać się w kierunku drogi. Odnalazł go strażnik leśny ze Świeradowa. Rannego przeniesiono do schroniska Ludwigsbaude i wezwano lekarza, ale obrażenia były śmiertelne. Weniger zmarł, pozostawiając rodzinę i środowisko leśników wstrząśnięte tragedią.
Przed śmiercią zdążył opisać napastnika. Miał być niski, szeroki w ramionach i nosić prostą czapkę. Podejrzenie padło na Wilhelma Gläsera ze Świeradowa. Ten jednak uciekł najpierw do Czech, a później do Teksasu.Czytaj także: Droga Krzyżowa Górniczego Trudu. Wyjątkowa kalwaria prowadzi na Chełmiec
Historia miała zaskakujący epilog. Do rodziny zabitego leśniczego zaczęły trafiać anonimowe pieniądze. Przypuszczano, że wysyłał je właśnie Gläser, dręczony wyrzutami sumienia.
Dziś las jest spokojny, a dawnymi drogami wędrują turyści. Warto jednak pamiętać, że te góry były kiedyś miejscem dramatycznych wydarzeń. Historia Roberta Wenigera jest jedną z nich.
Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.