reklamy
Poniedziałek, 19 października
4°C Wałbrzych
CZYTAJ RÓWNIEŻ
Nekrologi Zmarł Stanisław Szymski, były siatkarz Chełmca Wałbrzych! Tragedie i dramaty Śmierć w kamieniołomie. Tragiczny koniec poszukiwań młodego mężczyzny! Aktualności Tygrys wróci do Zoo Łączna?! Tragedie i dramaty Przerażający wypadek. Dwie osoby nie żyją! Kultura Laureatka literackiej Nagrody Nobla z wizytą w Wałbrzychu [ZDJĘCIA] 112 Motocyklista wypadł na obwodnicy poza barierki! Aktualności Zwierzęta z Zoo Łączna pod nadzorem burmistrza Mieroszowa. Koniec z relokacją! Tragedie i dramaty Tragedia na torach. Zginął mężczyzna Kilometry Kierowcy muszą uważać. Kolejne zamknięcia na A4 Aktualności Są nowe ustalenia: Policja opuszcza obiekt, pracownicy wracają do pracy w Zoo Łączna! 112 Wypadek na DK35 - ruch odbywa się wahadłowo! Aktualności Posłowie i senatorowie interweniują w sprawie Zoo Łączna Aktualności Nie ma aresztu dla Marcina Nowaczyka, właściciela Zoo Łączna! Tragedie i dramaty Śmierć w busie

Podwójna śmierć na drodze! Czy jechali prawie 200km/h?

Audio

Czytaj na głos

Autor: MJr 5 min czytania Dolny Śląsk

Na drodze między Świeradowem a Szklarską Porębą dziś w nocy zginęły dwie młode osoby, 31-letni mieszkańcy Lwówka Śląskiego. Ze wstępnych i niepotwierdzonych informacji wynika że jechali samochodem ponad 180 km/h. Oczywiście ostateczną prędkość ustali biegły z zakresu wypadków drogowych, jednak wszelkie dostępne znaki wskazują, że prędkość auta była olbrzymia.

reklamy

Już nawet nie mówiąc o przeogromnych zniszczeniach auta (z którego m.in. wypadł silnik) liczniki w kokpicie zatrzymały się na trzech wskazaniach: prędkości 185 km/h, obrotach silnika prawie 3500 obr/min i chwilowym spalaniu 13 litrów. To, oprócz wspomnianych, wyjątkowo dużych zniszczeń auta, jedna z najważniejszych poszlak przy późniejszym ustalaniu prędkości samochodu.

- To prawda, że na zdjęciach z miejsca wypadku wskazówki zegarów zatrzymały się w tych okolicach. Policja nie podała jednak, z jaką prędkością jechał samochód, a okoliczności wyjaśnia prokuratura - słyszymy.

Co prawda wszystkie trzy wskazówki mogły się przesunąć w różne miejsca w chwili uderzenia w drzewo, a zatrzymanie prędkościomierza na 185 km/h nie jest dowodem na to, że auto jechało z taką prędkością, jednak jest to mało prawdopodobne.

Podwójna śmierć na drodze! Czy jechali prawie 200km/h?
Podwójna śmierć na drodze! Czy jechali prawie 200km/h?
fot. red.

Przy tak potężnym uderzeniu zegary zostały wyrwane z deski rozdzielczej, a wskazówki mogły się przesunąć od samej siły uderzenia, od zakleszczenia o element obudowy albo od przenoszenia samego kokpitu w czasie np. wydobywania z wraku kierowcy i pasażera.

Spójność trzech wskazań na kokpicie wzmacnia jednak hipotezę, że zegary "zamarły" w chwili wypadku, ale to nadal redakcyjna interpretacja zdjęć. Bez opinii biegłego albo odczytu sterownika z wraku (uproszczony rodzaj "czarnej skrzynki" w samolotach) nie można jednoznacznie ustalić prędkości pojazdu w momencie uderzenia w drzewo, ale można się pokusić o poszlaki.

- Oczywiście te wskazania nie przesądzają o takiej prędkości, jednak bardzo ją uprawdopodabniają - słyszymy od jednego z zawodowych kierowców.

Gdyby wskazówki zostały przesunięte losowo czy przypadkowo, to łatwiej byłoby wówczas o kombinacje absurdalne, jak np. 150 km/h przy zerowych obrotach albo wskazówka prędkości przyciśnięta do ogranicznika. Tu prędkość, obroty i chwilowe spalanie pasują do siebie. To argument za zamrożeniem, ale pasowanie tych liczb nie jest jeszcze dowodem.

W samochodowych zegarach wskazówkami zwykle kierują silniczki krokowe, które po utracie zasilania zostają w ostatniej pozycji. Przy takiej konstrukcji wskazówki często “zamarzają” na wartościach z chwili odcięcia prądu. Oczywiście to nie jest reguła, a zachowanie zależy od modelu zegarów i okoliczności wypadku.

Rozbite w Górach Izerskich auto to prawdopodobnie BMW serii 3 (tak wynika ze zdjęć wraku pojazdu). Ze wstępnych redakcyjnych ustaleń wynika także, że samo spalanie 13 l w chwili zatrzymania (dolny wskaźnik analogowy na prawym "zegarze", w większości nowszych aut ten wskaźnik jest elektroniczny) mówi tylko o tym, że kierowca nie puścił gazu. Gdyby kierowca hamował albo zdjął nogę z pedału gazu, wskaźnik pokazałby spalanie bliskie zeru.

Nie można więc przyjąć, że takie było spalanie auta w chwili uderzenia i potwierdza ono olbrzymią prędkość. Można jednak tak wstępnie założyć.
Podwójna śmierć na drodze! Czy jechali prawie 200km/h?
Podwójna śmierć na drodze! Czy jechali prawie 200km/h?
fot. Policja Lwówek Śląski

Liczby potwierdzają, że to prędkość zabija


Jak wynika z policyjnego raportu w ubiegłym roku w kraju wydarzyło się 21 tys. wypadków drogowych, w których zginęło 1600 osób. Na Dolnym Śląsku zginęło 121 osób. Do statystyk dołączyły więc dwie kolejne ofiary.

Z tych samych statystyk wynika, że za prawie połowę wypadków śmiertelnych odpowiada zbyt duża prędkość. Stąd do tragedii już tylko krok.

To fizyka, z którą nie wygra żaden kierowca. Nawet najlepszy. I najlepsze na świecie auto. Żadne poduszki powietrzne mogą nie pomóc, nawet jeśli w aucie jest ich 15 czy 20.

Energia uderzenia nie rośnie bowiem proporcjonalnie do prędkości (tak myśli zdecydowana większość), tylko razem z jej kwadratem. Jak to się dzieje? Spieszymy z wyjaśnieniami.

Powszechnie wydaje się, że skoro jedziemy szybciej o połowę, to i uderzenie będzie mocniejsze o połowę. Tak jednak nie jest. Siła uderzenia, czyli energia, którą auto musi “oddać” przy zderzeniu, rośnie z prędkością ale do kwadratu.

Podwajasz prędkość, a energia rośnie nie dwa, tylko cztery razy! Np. kiedy zamiast 40 jedziesz 80 km/h to nie "ryzykujesz" 2 razy bardziej, tylko 4 razy bardziej.

Przykład kolejny: przy 60 km/h energia uderzenia to umowne 1. Przy 90 km/h, czyli prędkości większej tylko o połowę, energia uderzenia to już ponad 2, a nie pół. Dokładnie 2,25 raza więcej. Przy 120 km/h, czyli dwukrotnie większej prędkości niż 60, mamy już 4 razy więcej. Przy 180 km/h, czyli trzykrotnie większej, aż 9 razy więcej.

Czyli w tym ostatnim przypadku jedziemy trzy razy szybciej (60 v. 180) ale uderzamy w coś aż 9 razy mocniej!

Na wyobraźnię zadziała to przy mniejszych prędkościach, np. 20, 40 i 60 km/h. W każdym z tych przypadków niby niewiele, ale skutki za każdym razem będą różne.

- Dlatego nawet niewielkie przekroczenie prędkości zmienia skutki wypadku nie trochę, ale radykalnie. Kilka kilometrów na godzinę więcej to dla ludzi w aucie często różnica między potłuczeniem, kalectwem a nawet śmiercią - mówi podinsp. Edyta Bagrowska, rzecznik jeleniogórskiej policji.

Konstrukcja samochodu (nawet najbezpieczniejszego na świecie), pasy i poduszki powietrzne mają swoje granice. Przy zbyt dużej prędkości, a co za tym idzie energii, żadne z nich już nie pomogą.

Do tego dochodzi wyjątkowo krótka droga hamowania i mniej czasu na reakcję, gdy np. zza zakrętu wyjedzie samochód albo na jezdnię wbiegnie zwierzę, nie mówiąc o innych nagłych zdarzeniach.

Polskie drogi dokładają swoje. Wąskie, kręte, z drzewami tuż przy poboczu, często mokre albo oblodzone. Tu margines błędu jest dużo mniejszy niż na prostej autostradzie. Tablica z ograniczeniem to maksimum w idealnych warunkach, a nie zalecenie, żeby je wykorzystać.

Z innych badań wynika, że młodzi kierowcy łatwiej przeceniają swoje umiejętności i auta. Niedoświadczenie ma więc swoją cenę, a płaci ją nie tylko kierowca, ale też pasażerowie.

- Tak więc wydaje się, że jedynym wyjściem, aby uniknąć takiej sytuacji, to jechać wolniej. Dużo wolniej - słyszymy.

Wiemy za to, że po każdej takiej tragedii, jak ta między Świeradowem a Szklarską wszyscy kiwają głowami, a w poniedziałek znów ktoś wciska gaz, bo mówi, że się spieszy.

Zwolnienie kosztuje tylko kilka minut spóźnienia gdzieśtam. Brak tego zwolnienia i gnanie na "złamanie karku" może kosztować nawet życie.

Skomentuj

Bez podpisu komentarz będzie podpisany „Gość”. Komentarz gościa nie może być później usunięty przez autora.

Masz konto? Zaloguj się.

Nie ma jeszcze komentarzy.

TikTokowa Jelonka