Już od progu można było poczuć, że dzieje się coś magicznie upiornego! Klimatyczne oświetlenie, pajęczyny w każdym kącie i dynie z minami, jakby wiedziały coś, czego my nie wiemy…
Każdy uczestnik dostał dyniowy tatuaż – przepustkę do świata zabawy, a potem… zaczęło się! Były wyzwania dla odważnych, sprytne zabawy, tańce, śmiech i oczywiście strasznie smaczny poczęstunek (nikt nie wyszedł głodny – nawet duchy!). Były też dyniowe animacje i tańce (oczywiście do upadłego ) z Kamayu Art . A na koniec zabawy emocje wręcz sięgnęły zenitu , bo trzeba się było rozprawić z dyniową piniatą. Oj działo się...
Krótko mówiąc strach się bać, ale my lubimy się bać więc srrrrrasznie żal, że kolejne DYNIOWE PARTY dopiero za rok.
Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.