Noc Czardasza w Filharmonii Sudeckiej – poetycka nostalgia, południowa żywiołowość i autentyczne wzruszenia.
Za nami sobotni koncert „Noc Czardasza” 10.10.2026, który zgromadził na wałbrzyskiej scenie wyjątkowe trio. Zanim zaprosimy Was do obejrzenia galerii zdjęć z tego wydarzenia, czas na kilka refleksji, bo to nie był zwykły wieczór.
Na scenie spotkały się wybitne muzyczne osobowości. Z jednej strony Dariusz Janus – kompozytor, pianista, aranżer i pedagog o potężnym dorobku, wykonujący własne utwory. Z drugiej – uznani wirtuozi o ugruntowanej renomie: Ildiko Juhasz (flety) oraz Roman Widaszek (klarnet, basethorn). Słuchając ich, łatwo zrozumieć, dlaczego ta dwójka wytrawnych solistów tak chętnie sięga po kompozycje Janusa, które wypełniły cały program tego wieczoru.
To, co najbardziej urzeka w tej muzyce, to jej warstwa narracyjna. W kompozycjach odnajdziemy wyraźną poetycką nostalgię, szczególnie wyczuwalną w częściach wolnych. Słuchając partii fletu i klarnetu, trudno nie ulec skojarzeniom z flagowymi, ikonicznymi wręcz solówkami z utworów Marka Grechuty czy Grzegorza Turnaua (gdzie podobną przestrzeń i emocje budował kultowy obój Mariusza Pędziałka).
Dariusz Janus, który obok Romana Widaszka również aktywnie włączył się w to gawędziarskie „zagadywanie” koncertu, wielokrotnie przypominał ze sceny o swoich bałkańskich inspiracjach. Sposób, w jaki kompozytor użył fletu i klarnetu jako instrumentów przenoszących zarówno lirykę, jak i gwałtowność bałkańskich rytmów, to zupełnie wyjątkowa historia. Janus znakomicie łączy południową żywiołowość ze słowiańskim klimatem. Mistrzowskie wykorzystanie barwy i dynamiki tych instrumentów w połączeniu z harmoniczną i rytmiczną podstawą partii fortepianu świetnie trafiało do publiczności. I choć ten gawędziarski temperament solisty i kompozytora bezbłędnie zjednuje im serca uśmiechniętej publiczności, to dla poszukiwaczy czystej refleksji momentami aż żal, że słowo i kolejna anegdota tak szybko rozpraszają misternie zbudowaną muzyczną aurę.
Z czysto muzycznego punktu widzenia warto podkreślić jeszcze jeden, niezwykle wymagający aspekt tego koncertu – wszechstronność instrumentalną. Rzadko zdarza się, by w solowych kompozycjach artyści tak często zmieniali instrumenty. Szczególnie imponowała tu Ildikó Juhász, która w trakcie wieczoru operowała aż trzema różnymi fletami. Zmiana instrumentu o tak skrajnej specyfice (jak flet piccolo i flet altowy) nierzadko w obrębie jednego utworu to zabieg bardzo nietypowy, wymagający od solisty ogromnej elastyczności i najwyższego kunsztu. Podobnie uznanie zyskał Roman Widaszek, sięgający w trakcie utworów po klarnet i brzmiący w niższym rejestrze basethorn.
Absolutną kulminacją tej wirtuozerii był zagrany na finał Polski Czardasz. Zderzenie rdzennie węgierskiej, pełnej ognia formy z polską wrażliwością kompozytora dało porywający efekt. To właśnie w tym utworze soliści mogli w pełni uwolnić swój potencjał, zachwycając publiczność techniczną biegłością i niespożytą energią.
Muzyka ostatecznie bezapelacyjnie obroniła się sama, a kunszt całego tria to najwyższa klasa.
Koncert wyprodukowała i zapowiadała Krystyna Swoboda.
Nie ma jeszcze komentarzy.