Dozwolone jest zaparkowanie samochodu przy Dworcu Miasto. Jednak, gdy zabraknie miejsc, kierowcy nie pojadą na nieco dalej na parking, tylko bezprawnie pozostawiają swoje pojazdy na okolicznym podwórku. - Nie pomagają tablice, zabraniające parkowania tu obcych samochodów – oburzają się zbulwersowani mieszkańcy. – Często, tuż przed przyjazdem pociągu, zastawione jest całe podwórko, nikt nic sobie z zakazu nie robi – żalą się.
A problem jest poważny. Gdy na małej powierzchni zaparkują na przykład cztery samochody, zaczyna robić się problem z przejazdem w dolną część podwórka, bo wjazd jest tylko z jednej strony. O miejscu dla pojazdów mieszkańców, nie wspominając. - W ostatni wtorek jakaś kobieta zastawiła wjazd do śmietnika i śmieciarka nie mogła zabrać kontenera – opowiada Pani Martyna. – Zostawiła samochód i poszła na peron. Zupełny brak wyobraźni i wychowania – kręci z niedowierzaniem głową.
- A na perony przejść jest bardzo prosto – wandale już dawno zniszczyli płot i siatkę oddzielające teren dworca od podwórka. Mimo że kilkakrotnie próbowane je ponownie zagrodzić, wycieczki z torbami i plecakami codziennie przemierzają drogę od ulicy dworca, na tzw. skróty.
- Takich przejść było więcej – mieszkańcy pokazują na zarośnięte w tej chwili gęstymi krzakami siatki. – Skąd ludzie o nich wiedzieli, ciężko powiedzieć, ale było to naprawdę uciążliwe, gdy pomiędzy bawiącymi się dziećmi i rozwieszonym praniem przeciskali się spóźnieni podróżujący, źli, że ktoś plącze im się pod nogami.
- Mieszkańcy tak naprawdę zrobić mogą niewiele – mówi Kazimierz Nowak, zastępca Komendanta Straży Miejskiej w Wałbrzychu. – Przepisy o ruchu drogowym dotyczą dróg publicznych, a podwórko taką drogą nie jest. Dlatego nawet możliwości ukarania osób zastawiających wjazd, są w tym wypadku ograniczone – tłumaczy rozkładając ręce.
- Najlepiej byłoby postawić bramę zamykaną na klucz i pilnować, żeby zawsze była zamknięta – podrzucają pomysł inni strażnicy. - To raczej nie zda egzaminu – kreci głową Pani Martyna. – Trzeba by się zgłosić do PKP, który jest właścicielem terenu, poza tym to jedyny wjazd. A co jak w nagłym wypadku będzie tu musiała wjechać karetka, pogotowie gazowe czy straż pożarna?
Tak więc dzieciom znów pozostanie kopać piłkę pomiędzy oponami zaparkowanych samochodów, a mieszkańcom już chyba tylko wyznaczenie sobie dyżurów i słowne utarczka z amatorami darmowego parkowania.